piątek, 17 października 2014

Moja włosowa historia - początek

Obiecałam, że przedstawię szczegółowo co się działo z moimi włosami a działo się całkiem sporo. Zacznijmy od początku.Jako dziecko miałam blond włosy, które z wiekiem ciemniały. Pielęgnacja ograniczała się do mycia szamponem dla dzieci, czesaniem na mokro i suszeniem. Mimo to były w nawet dobrym staniem.
Jak to zwykle bywa po komuni zostały dosyć drastycznie ścięte bo aż do ucha. I tak sobie rosły w spokoju przez kolejne lata.

W okresie gimnazjum jak wiekszość z dziewczyn uległam modzie na cieniowanie włosów. Fryzjerka przed ścięciem uprzedziła mnie,że fryzura będzie dobrze wyglądać tylko po prostowaniu, no ale wtedy nie miałam pojęcia jak to niszczy i w nocy jechałam po moją wymarzoną prostownice. Oczywiście była to jedna z najtańszych więc tym bardziej paliłam sobie włosy prawie codziennie. Jakby tego było mało uznałam mój naturalny kolor za ciemny i zaczęłam przygodę z farbowaniem. Sięgnełam po podobno jedną z najgorszych farb czyli Pallete.
Do pielęgnacji wkroczyły przypadkowe odżywki i maska z biovaxa dla włosów blond. Uważam, że farbowanie może być jak małe uzależnienie. Ciągle było mi mało, chciałam mieć jeszcze jaśniejsze włosy. I w końcu osiągnełam zadowalający efekt.
Miesiąc później zaczęłam się zastanawiać jakby mi było w ciemniejszym kolorze. I to sprawdziłam. Zmieniłam farbę na Wellaton - i to nie był dobry wybór. Kolor wyszedł dziwny,kompletnie mi się nie spodobał i z tydzień później pofarbowałam włosy na ciemniejszy kolor. To co zobaczyłam po myciu i wysuszeniu włosów mnie przeraziło. Były prawie czarne - co dla mnie wiecznej blondynki było ogromnym szokiem. Na szczęście po paru myciach trochę sie wypłukał.
Jednak nie jestem stworzona do posiadania ciemnych włosów. Bardzo mnie postarzają więc podjełam decyzje, że wracam do blondu. Oczywiście w domu,drogeryjnymi farbami i farbując sobie samej włosy.
Jak widać włosy były okropnie wysuszone. Rozdwajały się, kruszyły, łamały. Więc wszystko co najgorsze jeśli chce się zapuścić włosy. Chyba wtedy do mnie dotarło,że trzeba coś z tym zrobić. Zaczęłam przeszukiwać internet. Wizaż i kilka blogów w tym Anwen i Blondhaircare były dla mnie skarbnicą wiedzy, którą chciałam jak najszybciej wypróbować. 2013 był rokiem przejściowym. Starałam się dbać o włosy - przynajmniej bardziej niż wcześniej. Zaczęłam zabawę z olejami i maskami ale niestety było to niezbyt regularnie.
W międzyczasie byłam podciąć pare centymetrów tych okropnych kócnówek, ale wielki przełom nastąpił w lutym 2014 kiedy ściełam resztę zniszczonych włosów i wygoliłam bok.
Byłam bardzo zadowolona z tej decyzji. Zaczęłam intensywna pięlegnacje. Maski z biovaxu oraz te domowe, różne oleje, szukanie szamponów do oczyszczania i do codziennego użytku. Również zaczęłam pić pokrzywę i skrzyp.
Uważam, że to co przeszły moje włosy i że nie wypadły to cud. Nie zrezygnowałam z farbowania, chociaż zmieniłam farbę i co może zdziwić - na Joanne. Moje włosy są teraz w dobrym stanie. Od ostatniej wizyty u fryzjera - czyli od czerwca nie znalazlam żadnej rozdwojonej końcówki. Moją obceną pielęgnacje przedstawię już w osobym wpisie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz